Babcia Marysia Wątorek z domu Miłek
Genealogią dogłębniej zainteresowałam się z powodu mojej Babci Marii Miłkównej (po mężu – Wątorek). Niewiele o niej wiem, a ona wiedziała o mnie wszystko. Niewiele wiem o jej rodzinie, bo jej rodzice zmarli przed lub z początkiem drugiej wojny, a ona sama niechętnie wracała do tamtych czasów. Nie wiem do tej pory co się z nimi stało, gdzie są pochowani, czy do niedawna gdzie Babcia była urodzona. Nie chciała wiele opowiadać. Nie nagabywałam jako nastolatka, chociaż zawsze nadstawiałam ucha kiedy była skora do zwierzeń. Nie ma jej już niestety wśród nas od ponad dwudziestu last. Mój biologiczny ojciec nie żyje, nie miał rodzeństwa.
Z początkiem stycznia 2021 zaczęłam budować drzewo rodzinne na GENi i postanowiłam zrobić MyHeritage DNA test. Zamówiłam dzisiaj. Czekam aż przyjdzie.
Jak wcześniej wspomniałam, Babcia niechętnie mówiła o rodzicach i dzieciństwie. Myślę, że głównie dlatego, iż było ono krótkie. Nie tylko ze względu na stratę rodziców, ale również na wybuch wojny. Wiem, że ona i jej troje rodzeństwa zostali osieroceni przez obojga rodziców tuż przed lub z początkiem wojny. Jak, gdzie, dlaczego? Z tego nie wiem nic. Z aktu skróconego małżeństwa Babci i Dziadka Stefana Wątorka, dowiedziałam się, że Babcia urodziła się w Wierzbnie w gminie Koniusza (województwo małopolskie)1924 r. a jej rodzicami byli Jan Miłek i Marianna Stępień.
Co do wspomnień na temat rodziców znam tylko jedno dotyczące jej imienia, a raczej imienia jej matki – Marianny. Ponoć Babci dano na imię Maria w czasach, kiedy księża przestali obstawać przy tym, że "Maria była tylko jedna – Matka Jesusa" i również dlatego, że rodzicom Marianny tak właśnie powiedziano i ochrzczenia imieniem Marii odmówiono. Babcia opowiedziała mi tą historię nie raz. Nie byłą "kościółkowa". Jej dwie siostry, starsza – Janina i młodsza – Olga były bardzo bogobojne. Babcia często udawała, że jej w domu nie kiedy właśnie krórąś z nich do niej "przywiało". Po prostu nie otwierała drzwi. Ponoć nie dogadywała się z nimi już od dziecka. "Dokuczały mi", mówiła... Babcia była... "inna". Janina, Maria i Aleksandra miały jeszcze o wiele młodszego brata – Stanisława. Brata Babcia kochała najbardziej z całej trójki.
Pod koniec lat 30-tych (możliwe, że już po rozpoczęciu wojny) Babcia zamieszkała sama z kuzynostwem lub wujostwem w Czeladzi a do szkoły najprawdopodobniej uczęszczała w Sosnowcu. Jej siostry zostały zakwaterowane z innymi członkami rodziny. Możliwe, że bratem zajął się jeszcze ktoś inny.
Babcia kochała książki, kochała czytać, uwielbiała szkołę i naukę, ale wojna wybuchła jak miała 14 lat, Niemcy szkoły dla Polaków zamknęli, i zaczęli wywozić do Niemiec na roboty. Babcia musiała uciekać z terenów bliskim Trzeciej Rzeszy i padło na bezpieczniejszy wtedy Kraków, choć nie było jej łatwo zostawić dwie najlepsze przyjaciółki ze szkoły – Krystynę i Włodkę (nie jestem pewna drugiego imienia), z którymi była związana silną przyjaźnią aż do starości. Do samej śmierci.
W Krakowie, Babcia dostała pracę w fabryce makaronu "Mazoli", która jak udało mi się wyszukać w internecie znajdowała się na ulicy Kopernika. Babcia wspominała tą pracę ze spokojem i aprobatą. "Niemiec był właścicielem tej fabryki. Dobry był dla nas. Dbał o nas", wspominała Babcia. "Syna koleżanki wyciągnął z aresztu", "Z jakiego aresztu?", spytałam. "Gestapo", powiedziała Babcia i zapaliła następnego papierosa. "Ale tego najmłodzego, Franka, brata twojego dziadka, już nie dało się uratować... W Płaszowie go zamordowali... I opłatę za wykup prochów przysłali rodzicom do domu". "Ile miałaś lat", zapytałam. "Jaaa?", Babcia jakby zdziwiona odpowiada, "Nie wiem. Siedemnaście. Osiemnaście...Wtedy to już kennkartę miałam zmienioną kilka razy, żeby mnie też nie zebrali z ulicy i nie wywieźli na roboty". "Jak zmienioną?" zadałam następne pytanie. "Odmładzałam się, bo poniżej 15 lat nie brali". "Zawsze?", pytam. "Nie zawsze, ale było mniejsze ryzyko."
Drugą część życiorysu Babci Marysi opiszę we wpisie pod tytułem: "Babcia Marysia i Dziadek Stefan Wątorkowie".
Komentarze
Prześlij komentarz